sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 7

-Jak myślisz? Nika wyjedzie?
Natknęłam się na Iggie w galerii handlowej. Z chęcią przyjęłam jej towarzystwo- chodzenie po sklepach samemu było nudne.
-Nie znam jej zbyt dobrze, ciężko to określić- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ehhh... Mam nadzieję, że nie.- zauważyłam jak jej twarz pochmurnieje.
-Na pewno zrobi to co uważa za słuszne- spróbowałam ją jakoś pocieszyć. Na jej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.
-Ja myślę, że ona nie do końca wie co jest słuszne.
-A może wie, tylko ty inaczej to postrzegasz?- zauważyłam.
Weszłyśmy do jednego ze sklepów sportowych. Iggie od razu skierowała się do miejsca ze strojem sportowym.
-Może- mruknęła- W każdym bądź razie, rozpoczynam akcje zatrzymać Dominikę w Dortmundzie i liczę na to że mi pomożesz.
Zdziwiłam się.
-Ja?
-Nie, święty Mikołaj.
-Ja się nie nadaje.
Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem.
-Gdyby wszyscy tak odpowiadali, nie zorganizowałabym tej akcji. Po prostu powiedz że Ci się nie chce, dobra?
Wymaszerowała ze sklepu.
Stałam ogłupiała przez chwilę a potem pobiegłam za nią.
-To nie tak, ja po prostu nie mam czasu...
-Jak każdy- rzuciła przez ramię.
-Ale ja mam pracę...
-Jak każdy.
-Mam studia!
-Słuchaj powtórzę to jeszcze raz: jak każdy! A jednak są osoby które mogą mi pomóc. Nie chcesz to nie.

~*~

Tkwiłam już dwie godziny nad jakimś durnym projektem, gdy przez balkon usłyszałam hałasy. Zaciekawiona odłożyłam wszystko i wyjrzałam przez okno. 
Na dole stali Mario i Dominika. Wyglądało jakby się kłócili, ale potem chłopak przytulił dziewczynę i wszystko ucichło. Patrzyłam jeszcze chwilę, jak cicho łka na jego ramieniu a potem się uspokoiła i odeszli. 
-Dziwna sytuacja- mruknęłam i wróciłam do pracy.

~*~

Długo zastanawiałam się nad pomysłem Iggie. Chyba zależało jej na Dominice, a z jej słów wynikało że nie tylko jej. Podobno sporo osób zaangażowało się w jej pomysł. 
Rozważałam jej prośbę, wiedziałam jednak że się do tego nie nadaje. 
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Proszę!- rzuciłam.
Do salonu weszli Nuri i Clarie. Tej drugiej się spodziewałam, byłyśmy na dzisiaj umówione. Sahin był jednak nieproszonym, choć mile widzianym gościem. 
-Cześć!- rzucili na wejściu. 
-Eee.... Hej?

*******************************************************
Masz sie ciesz