sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 7

-Jak myślisz? Nika wyjedzie?
Natknęłam się na Iggie w galerii handlowej. Z chęcią przyjęłam jej towarzystwo- chodzenie po sklepach samemu było nudne.
-Nie znam jej zbyt dobrze, ciężko to określić- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ehhh... Mam nadzieję, że nie.- zauważyłam jak jej twarz pochmurnieje.
-Na pewno zrobi to co uważa za słuszne- spróbowałam ją jakoś pocieszyć. Na jej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.
-Ja myślę, że ona nie do końca wie co jest słuszne.
-A może wie, tylko ty inaczej to postrzegasz?- zauważyłam.
Weszłyśmy do jednego ze sklepów sportowych. Iggie od razu skierowała się do miejsca ze strojem sportowym.
-Może- mruknęła- W każdym bądź razie, rozpoczynam akcje zatrzymać Dominikę w Dortmundzie i liczę na to że mi pomożesz.
Zdziwiłam się.
-Ja?
-Nie, święty Mikołaj.
-Ja się nie nadaje.
Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem.
-Gdyby wszyscy tak odpowiadali, nie zorganizowałabym tej akcji. Po prostu powiedz że Ci się nie chce, dobra?
Wymaszerowała ze sklepu.
Stałam ogłupiała przez chwilę a potem pobiegłam za nią.
-To nie tak, ja po prostu nie mam czasu...
-Jak każdy- rzuciła przez ramię.
-Ale ja mam pracę...
-Jak każdy.
-Mam studia!
-Słuchaj powtórzę to jeszcze raz: jak każdy! A jednak są osoby które mogą mi pomóc. Nie chcesz to nie.

~*~

Tkwiłam już dwie godziny nad jakimś durnym projektem, gdy przez balkon usłyszałam hałasy. Zaciekawiona odłożyłam wszystko i wyjrzałam przez okno. 
Na dole stali Mario i Dominika. Wyglądało jakby się kłócili, ale potem chłopak przytulił dziewczynę i wszystko ucichło. Patrzyłam jeszcze chwilę, jak cicho łka na jego ramieniu a potem się uspokoiła i odeszli. 
-Dziwna sytuacja- mruknęłam i wróciłam do pracy.

~*~

Długo zastanawiałam się nad pomysłem Iggie. Chyba zależało jej na Dominice, a z jej słów wynikało że nie tylko jej. Podobno sporo osób zaangażowało się w jej pomysł. 
Rozważałam jej prośbę, wiedziałam jednak że się do tego nie nadaje. 
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Proszę!- rzuciłam.
Do salonu weszli Nuri i Clarie. Tej drugiej się spodziewałam, byłyśmy na dzisiaj umówione. Sahin był jednak nieproszonym, choć mile widzianym gościem. 
-Cześć!- rzucili na wejściu. 
-Eee.... Hej?

*******************************************************
Masz sie ciesz

środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 6

-Dobra, to co oglądamy? - Iggie rzuciła się po laptopa i wcisnęła między Nikę i mnie.
-Sierociniec?
-Nie działa, sprawdzałam już.
-Paranomal Activi?
-Paranormal Activity, idiotko.
-The ring?
-To było nudne.
-Mówi ta, która najbardziej się na tym bała.
-Rec?
-Straszny film?
-Dzieci kukurydzy?
-Hej! A może Alex zadecyduje?
Dziewczyny wbiły we mnie wyczekujące spojrzenia.
-Mnie tak naprawdę jest obojętne.-wzruszyłam ramionami.
-Okeeeej, to może zanim zdecydujemy się na jakiś film, zapytamy cię o coś...
-Wy z Sahinem to tak na poważnie?
Zaniemówiłam. Coś na poważnie?
-On jest miły, sympatyczny, zabawny i w ogóle, ale to chyba...
-Nie twój typ? Jasne rozumiem.
-Nie, raczej za krótko się znamy żebym mogła coś powiedzieć o łączącej nas więzi. To mój znajomy.
-Znajomi się nie całują i nie trzymają za rękę- mruknęła Nika- Wmawiaj sobie dalej, wmawiaj.
Zapadła krępująca cisza.
-Więc, wracając do tych filmów...

*

-Jak dla mnie, większość tych modelek jest po prostu brzydka- Nika wsadziła do ust ogromną łyżkę lodów i wyciągnęła nogi w przejściu między stolikami kawiarni- To nie tak że ich nie lubię, po prostu jak dla mnie niektóre nie nadają się do tego.
Zacisnęłam mocniej zęby. Kochałam modeling, choć sama zazwyczaj bałam się spróbować. Wiedziałam że dziewczyna nie mówi tego o mnie, ale mimo wszystko poczułam się trochę urażona.
-Alex, co z tobą?- Iggie szturchnęła mnie lekko w ramię.
-Kiepsko się czuje.
-Lepiej przyznaj że chce ci się spać po tej nocy- zaśmiała się Martha.
Kiwnęłam lekko głową.
-To też.
-Czy wy w ogóle wiecie że Leo przechodzi do Hoffenhein?- Iggie nagle poderwała się gwałtownie.
-Moritz idzie na wypożyczenie do Stuttgartu- wtrąciła Martha- I tak żeby nie było jadę z nim.
Zapadła cisza.
-Jak to jedziesz z nim? Kiedy?
-W lipcu wyjeżdża więc ja też jakoś tak.
-Jak możesz?!
-Zaproponował mi to, nie wypada mi odmówić!
-Dziwnym trafem Nikki, Mario też zaproponował wyjazd ale z tego co mi wiadomo to się nie zgodziła!- Iggie jednym ruchem przewróciła kubek Marthy. Gorąca herbata wylała się na szklany blat stolika przy którym siedziałyśmy.
-A może JESZCZE się nie zgodziła?- Martha również wstała.
-Dziewczyny, uspokójcie się.
-A może my nie chcemy sie uspokoić?!
-A może chcecie?!
Martha prychnęła zirytowana i wyszła z kawiarni.
Iggie wytarła stolik i opadła na krzesło.
-Niech mi tylko nie próbuje wejść do mieszkania.

*

-I jak po nocy horrorów?
Czułam jak Nuri uśmiecha się do telefonu. Sama prawdopodobnie też szczerzyłam się jak głupi do sera. Sam dźwięk jego głosu, podnosił mnie na duchu.
-W porządku, ale zawalam przez was pracę.
-Czy ty coś sugerujesz?- zaśmiał się- Dałabyś się wyciągnąć na kawę? Maybeee... W piątek?
-Nie mogę przepraszam.- ziewnęłam do słuchawki.
-Co jest ważniejsze od spotkania ze mną?
-Praca.
Na chwilę zapadła cisza.
-No wiesz ty co. Na prawdę, miałem nadzieje że do tego nie dojdzie ale nie dajesz mi wyboru. Musze ci udowodnić że jestem bardziej warty uwagi niż jakaś praca.
-Oj jesteś, jesteś.-ziewnęłam znowu.
-Spałaś coś w ogóle?
-Nie. Oglądałyśmy z dziewczynami filmy.
-Jesteście nienormalne.
-Dziękuje, miło mi.
-Idź już lepiej spać, bo rano nie wstaniesz.
-Nie cytuj mojej mamy, proszę.
-Dobrze, przestanę. A teraz marsz do łóżka.
-Rozłącz się pierwszy.
-Nie ty
-Nie ty.
-No rozłącz się.
Z radością uświadomiłam sobie że zaczynamy zachowywać się jak para. Może będzie z tego coś więcej? Miałam wrażenie że znam Nuriego od lat.
-Dobranoc- wyłączyłam się w końcu, szczęśliwa że choć przez 5 minut mogłam usłyszeć jego głos.

*****************************************************************

wtorek, 4 czerwca 2013

Rozdział 5

Odwróciłam się by zobaczyć co piłkarz wskazuje. Na ulicy w otoczeniu sporej grupy ludzi stali Iggie i Marco. Blondyn klęczał, a dziewczyna bezskutecznie próbowała opanować wzruszenie. Wstałam i pociągnęłam Nuriego za rękę.
-Choć, popatrzymy z bliska.
Stanęliśmy obok jakiś chłopaków. Dopiero gdy Sahin zaczął z nimi rozmawiać zorientowałam się że to Mario i Moritz.
-A tu co?
-Marco...-stwierdził Mario przez śmiech.
-Oświadcza się...- Moritz wybuchnął głośnym śmiechem. Miałam ochotę przywalić im w te roześmiane mordy. Jak dla mnie było to raczej romantyczne a nie śmieszne. Marco wziął Iggie na ręce i obrócił się z nią kilka razy.
Nuri stał patrząc wielkimi oczami na zakochaną parę. Na jego ustach błąkał się uśmiech zadowolenia. Szturchnęłam go lekko w ramię.
-Idziemy na stadion?- zapytał w pewnym momencie.
-Na stadion?- zdziwiłam się- A po co?
-A po co chodzi się na stadiony?- wyciągnął mnie z tłumu.
Wzruszyłam ramionami i podążyłam za nim w kierunku Signal Iduna Park.

*

Stadion nie zrobił na mnie super wrażenia. Wyglądał dokładnie tak samo, jak zapamiętałam każdy stadion, obok którego kiedykolwiek przechodziłam. Nic nadzwyczajnego. Starałam się okazywać zachwyt ze względu na Sahina dla którego wiele znaczył.
Weszliśmy do środka. Na trybunach siedziało kilku starszych ludzi, prawdopodobnie turystów. Robili zdjęcia wszystkiemu co znajdowało się przy boisku, w tym mnie i Nuriemu.
-Stań na bramce. Pójdę po piłkę- mrugnął i popchnął mnie w kierunku słupków.
-Nuri, co ty wyprawiasz?
-Zaufaj mi.
Jak mam ci zaufać?! Znam cie kilka dni debilu!
Spełniłam jego prośbę i stanęłam w polu karnym.
-Wpadłem na genialny pomysł.
-Mam się bać?
-Nieeeee....-uśmiechnął się chytrze i przysunął bliżej worek z piłkami. Położył jedną z nich na jedenastym metrze.
-Poćwiczę sobie rzuty karne. Za każdy przepuszczony gol dajesz mi całusa.
Ooo nie, co to to nie.
-I tylko tyle?
-Tylko? Powiedziałbym że aż!
Kiwnęłam lekko głową. Choć wszystko mi podpowiadało że jeszcze pożałuje swojej decyzji, rozstawiłam szeroko ręce czekając na strzał Sahina.
-GOOOOOOOL!- wykrzyknął, biegnąc po boisku w udawanej radości- Czekam na nagrodę!
Ty głupku po co się na to zgadzałaś?! Grzecznie jednak do niego podeszłam i cmoknęłam go w policzek.
-Ej nie ma czegoś takiego- przytrzymał mnie. Popatrzył głęboko w oczy i...
Wtedy zawibrował jego telefon. Zupełnie to zignorował. Przysunął się jeszcze bliżej i bliżej, aż w końcu nasze usta się spotkały.


-Wpadłam na genialny pomysł żeby uczcić jakoś moje zaręczyny- Iggie trajkotała jak szalona. Trafiliśmy na nią w drodze ze stadionu. Nie przeszkadzała mi jej obecność, ale jej wieczna gadanina przyprawiała mnie już o lekki ból głowy.
-A czemu wy tak właściwie idziecie za rękę?- zapytała nagle Martha wpychając się między nas. Nika uderzyła ją w ramię.
-Ogarnij się debilko. Ty z Moritzem nie chodzisz za rączkę?
Iggie zaśmiała się perliście, podobnie jak Nuri.
-Hej, co wy na to żeby urządzić sobie noc horrorów? - zaproponowała nagle Nika.
-To dobry pomysł.
-Bez ciebie Sahin. Tylko dziewczyny- odepchnęła go lekko.
-Great idea! Poznamy bliżej Alex.- Iggie pokiwała głową.
-Ale ja chyba też mam jeszcze coś do powiedzenia- mruknęłam pod nosem. Musiało to być jednak na tyle głośne że wszyscy umilkli i wpatrywali się we mnie.
-Jeśli nie chcesz nie ma sprawy...
Pokręciłam głową.
-Chętnie przyjdę. Gdzie i kiedy?

***************************************************************
MACIE SE TU TAKIE COŚ ;__; 

środa, 29 maja 2013

Rozdział 4

Z trudem otworzyłam oczy. Oślepiająca biel, która panowała dookoła sprawiła że od razu zamknęłam je na nowo.
-Wstajemy, wstajemy- szepnął mi ktoś przy uchu. Głos był cichy i delikatny, ale mimo to wywołał silne kłucie w głowie.
-Na następny raz nie pij tak mocnego drinka- stwierdził chłodno ktoś z drugiego końca sali. Podniosłam powieki i podniosłam się, mimo iż ciągle bolała mnie cała czaszka.
Przy drzwiach stała Clarie. Nie uśmiechała się. Nie była pogodna. Miała poważny i dość wrogi wyraz twarzy.
-To my zostawimy was samych- Nika pociągnęła Mario za rękę i wszyscy poza moją przyjaciółką opuścili salę.
Clarie usiadła sztywno na krześle.
-Zostawiłaś mnie samą!- wykrzyknęła nagle. Spuściłam wzrok.
-Jesteś dużą dziewczynką, dałaś sobie radę- zacytowałam Leo.
-Czy ty siebie słyszysz?- niedowierzanie w jej głosie, uświadomiło mi że faktycznie nie zachowuję się jak zwykle. Byłam jakby bardziej opryskliwa.
-Przepraszam Clarie- wydukałam.
-A weź nie przepraszaj. Wiem z kim tam byłaś-machnęła ręką- Ja też bym poszła, nawet bym o tobie nie pomyślała.
Uśmiechnęłam się.
-Czyli nie jesteś zła?
-Zła? Ahahahahah, no coś ty. Przynajmniej poznam kilku Borussen.
Kamień z serca.
-Pójde zapytać lekarza co tak właściwie się z tobą dzieje i kiedy zostaniesz wypisana.
Kiwnęłam głową i znowu się położyłam. Miałam potwornego kaca.Język suchy jak wióry sprawiał że strasznie chciało mi się pić, do tego bólem pulsowała mi cała głowa.
Do sali wszedł Nuri.
-Jak się czujesz?
Pokręciłam głową.
-Kiepsko.
Uśmiechnął się lekko.
-Przyszedłem się pożegnać. Dzisiaj wylatujemy do Londynu.
-Co?
Uniósł w górę jedną brew.
-Jak to co? Gramy w finale Ligi Mistrzów.
-Aaaaa....
Kiwnęłam głową.
-To szczęśliwej podróży i powodzenia na meczu.
Pochylił się cmoknął mnie w policzek i wyszedł.

*

-Czy ty to rozumiesz? Przegrali!- Clarie zawyła do telefonu- To gorzej niż jakby rzucił mnie chłopak.
-Mhm. Przecież ty nie masz chłopaka- odburknęłam w odpowiedzi. Nie byłam fanką piłki nożnej, ale ze względu na nowo poznane towarzystwo z uwagą obserwowałam cały mecz, zmuszając się do okazania choć trochę zainteresowania. O ile Clarie- długoletnia fanka- bardzo przeżywała przegraną o tyle na mnie nie zrobiła ona wrażenia. To normalne że w takich meczach ktoś musi przegrać, żeby ktoś mógł wygrać. Zrobiło mi się troszkę przykro tylko wtedy, gdy zobaczyłam jak płaczą.
-Weź mnie nie denerwuj. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
-Przepraszam Clarie, zamyśliłam się.
-Życzę tym z Bayernu żeby ten ich popierdolony puchar spadł na te ich puste, przerośnięte głowy.
Parsknęłam śmiechem.
-To nie było śmieszne. Mówiłam poważnie.

*

Piłkarze wysiedli z samolotu i natychmiast przywitały ich gromkie brawa. Nie były to gratulacje z powodu wygranej, ale okrzyki wdzięczności za wszystko co zrobili w Champion League. Przyszłam na lotnisko razem z Clarie, ale to Nuri pierwszy zadzwonił do mnie i poprosił mnie o obecność. Nie wiedziałam skąd ma mój numer, ale nie wnikałam w to. Poprosił mnie więc przyszłam.
-Jestem z was dumna!- Clarie podobnie jak dwieście innych fanów próbowała podnieść ulubieńców na duchu.
Nuri zszedł ze schodów z miną przybitego psa. Podniósł smutny wzrok i przeczesał tłum jakby kogoś szukał. Pomachałam mu, mając nadzieje że jednak dostrzeże mnie wśród ludzi. I dostrzegł. Uśmiechnął się lekko i zaczął przepychać się obok kibiców, proszących go o zdjęcie lub autograf.
-Przykro mi z powodu waszej przegranej.
-Mnie też- westchnął ciężko- Ale i tak daleko zaszliśmy. Mam nadzieje że kibice nam wybaczą.
-Nie mają wam czego wybaczać- wtrąciła Iggie która ni stąd ni zowąd pojawiła się obok nas. Za nią kroczyła Martha i Nika.
-Przynajmniej ja tak to widzę.-dodała wzruszając ramionami.
-My jesteśmy z was dumne. Nie tylko wygrana się liczy- Nikki uśmiechnęła się lekko, dotknęła pocieszająco jego ramienia i odeszła w stronę kuśtykającego Mario.

*

-Dzięki, że wybrałaś się ze mną na tą kawę- Nuri zamieszał w swojej filiżance.
-Żaden kłopot.
Rzeczywiście, zdałam sobie sprawę że to żaden kłopot. Jeszcze parę dni temu, broniłabym się przed tym rękami i nogami, a teraz z chęcią przystałam na propozycję Sahina.
-Nie jesteś zła?
-O co niby?
-O to że przegraliśmy...
Przewróciłam oczami.
-Drążysz ten temat i drążysz.
-Po prostu chce wiedzieć.
-Nie, nie jestem na ciebie zła.
Odetchnął z ulgą.
-Już myślałem... Wszyscy myśleliśmy...
-Za dużo myślisz.- zaśmiałam się.
Chwile porozmawialiśmy na neutralne tematy. Nuri oznajmił mi że mechanik już naprawił moje ukochane autko i mogę się po nie jutro zgłosić. Nie mówił nic o kosztach, domyśliłam się że je uregulował mimo że wcale nie musiał. Ubezpieczenie, prawdopodobnie by to pokryło.
-Słyszysz?-zapytał nagle.
-Co mam słyszeć?
-Ciiii...
Spróbowałam się skupić na czymś co miałam słyszeć, ale nie umiałam. Gwar uniemożliwiał usłyszenie czegokolwiek.
Sahin wybuchnął śmiechem i wskazał coś przez szybę.

*********************************************************
AHAHAHAHAHAHAHA I SOBIE TERAZ GŁÓWKUJCIE CO TO BĘDZIE. ALEŻ JESTĘ ZŁA. SZATAN ZE MNIE.

piątek, 24 maja 2013

Rozdział 3


Uwaga: słowo "śpiewać" tuż nad tekstem to link, który prowadzi do podkładu muzycznego.
*******************************************************************

-Jutrzejsza kawa jest nadal aktualna?
-Um.. Jasne- założyłam za ucho kosmyk niesfornych włosów i wlepiłam wzrok w ziemię.
-Ktoś tu jest wstydliwy- zaśmiał się Marco. Iggie jednak siedziała skamieniała i wpatrywała się we mnie intensywnie.
-A to zbieg okoliczności- mruknęła cicho. Wstała i pociągnęła lekko Marco za rękę- Idziemy tańczyć. Nie zamierzam przesiedzieć całego wieczoru.
Rzuciła mi ostatnie chłodne spojrzenie i odeszła z blondynem od stolika. Powiedziałam coś nie tak? Najwyraźniej mnie nie polubiła.
-Nie napisałaś do mnie- zauważył Nuri. Przybrał minę obrażonego dziecka, jednak w jego oczach czaił się radosny błysk.
-Nie było kiedy- wytłumaczyłam się.
Uśmiechnął się lekko.
-Jasne, rozumiem.
-Przynieść wam coś do picia?- odwróciłam głowę w stronę głosu. Zupełnie zapomniałam że Leo przecież siedzi obok. Był cichy i spokojny, choć mogły to być tylko pozory.
Pokręciłam głową.
-No co ty, Alex.- Nuri szturchnął mnie lekko. Ponownie pokręciłam głową.
-Naprawdę nie chce mieć kaca.
-Po dwóch drinkach nie można mieć kaca- Leo przewrócił oczami.
-Nie mam ochoty- ucięłam akurat w momencie w którym przybiegła do stolika Martha z Niką.
Chłopcy patrzyli zdezorientowani podczas gdy one pakowały rzeczy do torebek i ściągały kurtki z wieszaka w wielkim pośpiechu.
-Coś się stało?
-Julian Schieber- Martha posłała mi wymowne spojrzenie.
-Jest w klubie. Chcemy się ewakuować póki nas nie zauważył- dodała Nika- Idziecie też, czy zostajecie tutaj?
Zawahanie. Iść czy nie? Szybko przypomniałam sobie że przecież Clarie jest w łazience i nie wypada mi jej zostawić na rzecz nowych znajomych. Towarzystwo Nuriego było jednak tak kuszące, że nie potrafiłam sobie odmówić.
Wszyscy posłali mi wyczekujące spojrzenie.
-To gdzie teraz idziemy?

*

Myślałam o tym jakie to życie jest pokręcone. Tańcząc z Nurim na parkiecie, zastanawiałam się o co mu tak właściwie chodzi. Znałam go jakiś niecały dzień, więc nie możliwe żeby chodziło mu o randkę. No chyba że... Nie. Nigdy nie byłam naiwna więc nie wierzyłam też żeby miało to być wynagrodzenie tej drobnej stłuczki. Stanowczo za bardzo mu na tym zależało. Przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Czułam się jak w tych hollywoodzkich filmach. Jedno zdarzenie zmienia całe życie. Czy moje też?
Alex głupku, nie jesteś bohaterką tych łzawych, romantycznych filmów, upomniałam się w myślach.
-Przejdziemy się?- Leo wyciągnął mnie z tłumu rąk i nóg.
Zerknęłam przelotnie na Sahina, ale akurat podrywał jakąś dziewczynę więc nie chciałam mu przeszkadzać. Wyszłam za Leo.
Noc była dość chłodna, więc gdy tylko wyszłam na zewnątrz zaczęłam trząść się z zimna. Leo, jak przystało na gentelmena ściągnął swoją letnią kurtkę i zarzucił mi ją na ramiona. Posłałam mu pełen wdzięczności uśmiech.
-Robisz coś jutro?
-Pracuję.
-A poza pracą?
-Czy ty do czegoś zmierzasz?
Wypuścił powietrze ze świstem.
-Pomyślałem że raczej nie mieliśmy nawet okazji ze sobą porozmawiać. Może dałabyś się jutro wyciągnąć na kawę, albo chociaż...
-Przepraszam, ale raczej nie dam rady- ucięłam zanim zdążył dokończyć. Leo był miły i bardzo sympatyczny, ale nie chciałam odwoływać spotkania z Nurim. Oddałam mu kurtkę i wróciłam do dusznej dyskoteki. Parkiet stał się podejrzanie pusty. Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam że nasza grupa stoi przy barze i bije brawo.
-Co jest?
-Dziewczyny wymyśliły że sobie pośpiewają- wyjaśnił Mario. Kiwnęłam głową i stanęłam wpatrzona w scenę na którą właśnie wychodziły uśmiechnięte dziewczyny. Oklaski jeszcze się wzmogły. Patrzyłam na nie jak na zaczarowane. Wydawały się być trochę zestresowane, ale mimo wszystko bardzo pewne siebie. Uśmiechnęły się lekko i zaczęły śpiewać.

I can't sleep tonight, wide awake and so confused
Everything's in line, but I am bruised
I need a voice to echo, I need a light to take me home
I kinda need a hero, is it you?
I never see the forest for the trees, I could really use your melody
Baby I'm a little blind, I think it's time for you to find me

Can you be my nightingale, sing to me I know you're there. 
You could be my sanity, bring me peace, sing me to sleep.
Say you'll be my nightingale

Somebody speak to me, cause im feeling like hell
Need you to answer me, I'm overwhelmed
I need a voice to echo, I need a light to take me home
I need a star to follow, I dont know
I never see the forest for the trees, I could really use your melody
Baby I'm a little blind, I think it's time for you to find me

Can you be my nightingale, sing to me I know you're there.
You could be my sanity, bring me peace, sing me to sleep. 
Say you'll be my nightingale

I dont know what I'd do without you
Your words are like a whisper, come through?
As long as you're with me here tonight, I'm good

Can you be my nightingale, feel so close I know you're there
Ohhhh nightingale, sing to me, I know you're there
Cause baby you're my sanity, you bring me peace, sing me to sleep
Say you'll be my nightingale


Wezbrały się gromkie brawa. Ludzie krzyczeli, klaskali i zachwycali się talentem dziewczyn. Sama słuchałam jak zahipnotyzowana. Na tą krótką chwilę, ich głosy przeniosły mnie do innego wymiaru i dobiero hałas nieco mnie otrzeźwił.
Na scenę weszła starsza, na wpół zgarbiona kobieta o rudych włosach. Poprawiła okulary w szerokich oprawkach i złapała Iggie za rękę. W całej sali rozległ się dźwięk jej skrzekliwego głosu.
-Czy ty gdzieś śpiewasz dodatkowo?
Iggie popatrzyła na nią spod ściągniętych brwi i stanowczo pokręciłą głową.
-Masz bardzo ładny głos.- puściła ją i odeszła machając rękami- Zawsze chciałam taki mieć.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem i zbiegły ze schodów. Iggie potknęła się na ostatnim stopniu i gdyby nie Piszczek który w porę ją złapał, niechybnie spotkałaby się z podłogą. Popatrzyli sobie przez chwile w oczy. Dziewczyna szybko wyrwała się z objęć Łukasza, wydukała jakieś podziękowania i podbiegła do nas. Martha i Nika popatrzyły na nią wymownie.
-Nowy romansik?
-Marco ma być zazdrosny?
Iggie przewróciła oczami.
-Jesteście głupie czy głupie?
Uśmiechnęłam się pod nosem. Zauważyłam że zbierają się do wyjścia. Leo pociągnął mnie za rękę. Podniosłam się z krzesła, i wtedy świat zawirował. Poczułam jak osuwam się bezwładnie na ziemię.
-Alex?- Leo potrząsnął moim ramieniem.
Zapadła ciemność.

*******************************************************************
HSHSHSHS MACIE TAKIE COŚ HEHEHE.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 2


-Halo?- przytrzymałam telefon ramieniem i zamknęłam drzwi kopniakiem.
-Idziemy dzisiaj do klubu- pisnęła przyjaciółka.
-Zwariowałaś? Mam jutro pracę!
-Jak każdy- niemal widziałam jak dziewczyna przewraca oczami w charakterystyczne dla siebie sposób.
-No nie wiem... Nie chce mieć kaca przy....
-Weź przestań!- przerwała- Nie pozwolę żebyś została zgorzkniałą starą panną z kotami. Za godzinę jestem u ciebie i idziemy na imprezę.


*

-Dwa podwójne- Clarie rzuciła pieniądze na blat i odwróciła się tyłem do kelnera.
-Ty zgłupiałaś do reszty!
-Przestań. Co to za impreza bez alkoholu?
Usiadłam na wysokim, barowym krześle i nerwowo poprawiłam sukienkę. 
-O mój Boże...
-Czy to...
-Tak to chyba...
-O matko, moge autograf?
Odwróciłam się w stronę hałasu. Nawet przy głośnej muzyce, ciężko było nie usłyszeć tłumu rozwrzeszczanych nastolatek. W otoczeniu grupki dziewczyn stali młodzi mężczyźni. Uśmiechali się robili zdjęcia i podpisywali koszulki. 
-Alex to Borussen!- Clarie wypiła duszkiem swojego drinka i zaczęła ciągnąć mnie w ich stronę. 
-Kto?
-Wciąż zapominam że nie kręci cie piłka. Powiedzmy że to ktoś ważny dla Dortmundu. 
Zatrzymała się gwałtownie.
-Musze poprawić makijaż!
Pozwoliłam się poprowadzić do toalet a potem starałam się cierpliwie czekać aż przyjaciółka skończy się malować. 
-Nie chce tu tkwić- wskazałam głową grupkę plastikowych blondynek przepychających się przed lustrem- Zaczekam na zewnątrz. 
BUM. Drzwi zderzyły się z twarzą. A może twarz zderzyła się z drzwiami? 
-Hej, wszystko w porządku?- poczułam jak obejmuje mnie ciepłe ramię. 
-Jasne- wyrwałam się i potarłam obolały nos.
-Na następny raz musisz być bardziej ostrożna- uśmiechnął się lekko i podał mi rękę- Przy okazji Leo jestem.
-Alex.
-Chodź do nas.
-Ale nie wypada mi..
-Nie wypada ci odrzucić mojego zaproszenia, masz racje.- zaczął ciągnąć mnie w kierunku jednego ze stolików.
-Ale moja przyjaciółka...
-To duża dziewczynka, poradzi sobie .  

*

-To Iggie, Martha, Nika, Marco, Mario, Moritz i Nuri- Leo wskazał na poszczególne osoby. Dziewczyny przywitały mnie przyjaznym uśmiechem a chłopcy tylko machnęli ręką. 
-Szanowne towarzystwo to jest Alex.
-Miło mi poznać- mruknęłam trochę niezręcznie. 
-Siadaj do nas, co tak stoisz?- Iggie posunęła się bardziej w stronę Marco, robiąc mi miejsce. 
-Zamierzacie tutaj siedzieć?- zdziwiła się Martha- Ja idę tańczyć póki nie ma Schiebera!- pociągnęła Moritza za rękę i tanecznym krokiem ruszyła na parkiet. 
Nika podała rękę Mario i również oni po chwili kołysali się w rytm muzyki. 
Iggie pochyliła się nad napojem i pociągnęła łyk przez słomkę.
-To jak się poznałaś z Leo? Bo zakładam że fanką piłki nie jesteś. 
-Co?
Dziewczyna zaśmiała się perliście. 
-Zderzenie z drzwiami- rzuciłam na wyjaśnienie. 
-O taki incydent? Nuri też dzisiaj miał. Wjechał jakiejś kobiecie w tył samochodu. 
Przed oczami stanęło mi wydarzenie dzisiejszego popołudnia. Czy to możliwe...
-Alex jest dzisiaj wyjątkowo pechowa- zauważył ktoś za mną. Odwróciłam się i dostrzegłam mężczyznę, który zniszczył moje auto, który zawiózł mnie do domu i dał mi swój numer. Jak to możliwe, że wcześniej go nie zauważyłam? Że wcześniej nie dostrzegłam że to on? 
-Jutrzejsza kawa jest nadal aktualna? 

******************************************************************
Nie wiedziałam jak zakończyć ;__;  

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 1

Niemcy. Dortmund w godzinach szczytu. Alex jak inni kierowcy stała w kolejce do okienka gdzie zapracowana kobieta miała przyjąć jej zamówienie. Żałowała że jest zbyt kiepskim kucharzem do tego leniwym. Wmawiała sobie że to wszystko przez prace, że gdyby nie ona, wyszłaby wcześniej, na pewno ugotowałaby coś w domu ale doskonale wiedziała że to nie prawda. Stała w długim łańcuchu samochodów dobre piętnaście minut, wpatrując się w deskę rozdzielczą swojego samochodu. Żołądek zaczął skręcać się z głodu, nudziła się niemiłosiernie, gdy nagle poczuła silne szarpnięcie do przodu. Odruchowo spojrzała w lusterko i jak zwykle nie pomyliła się. Kierowca w samochodzie za nią był podejrzanie zbyt blisko.
-Co pan zrobił?- zapytała zszokowana wskazując na zniszczony tył swojego samochodu.
-Ja?- zdziwił się- Ty kobieto powinnaś podjechać bliżej!
-Niby gdzie?! W tył następnego samochodu?!
Mężczyzna westchnął. Najwyraźniej dotarło do niego co się dzieje.
-Zawiozę panią do domu a auto do mechanika, dobrze? Nie chce tu żadnych cyrków, śpieszę się.
Alex wsiadła do samochodu, podczas gdy mężczyzna wsiadł do jej zniszczonego auta i wyjechał z kolejki. Prawie wcale go nie znała ale była zbyt głodna, zła i zmęczona żeby myśleć racjonalnie.
-To gdzie panią zawieść?
Wydukała nazwę ulicy i odwróciła głowę w stronę bocznej szyby. W duchu żałowała że nazwał ją "pani". Musze naprawdę staro wyglądać pomyślała. W samochodzie panowała cisza. Słychać było tylko stukot kropel, odbijających się od karoserii. Auto mknęło szybko między nieznanymi jej dotąd budynkami, opuszczonymi uliczkami. Zafascynowana wpatrywała się w Dortmund jakiego nie znała.
Wreszcie zatrzymali się przed jej blokiem.
-Dziękuje.
-Nie ma za co, w końcu to ja zniszczyłem pani auto. Może spotkamy się jutro na kawie? Chciałbym jakoś zrekompensować pani ten incydent.
-Jasne, czemu nie- uśmiechnęła się lekko. Marzyła teraz jedynie o ciepłym, suchym łóżku. Deszcz zaczął nieprzyjemnie moczyć jej włosy i ubranie.
-Tutaj jest mój numer. Umówimy się potem dokładnie- puścił jej oczko i podał kawałek papieru, a gdy tylko zamknęła drzwi odjechał z piskiem opon.

***********************************************************
HSHSHSH ROZDZIAŁ DRUGIEJ CZĘŚCI TA DAM DAM. BARDZIEJ REALNE NIŻ SPOTKANIE IGGIE W PIERWSZEJ CZĘŚCI, CO? DALEJ TO NIE JEST REALNE ALE TRUDNO. HRHRHR