środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 13.

Przekręcałam się nerwowo z boku na bok. Wciąż nie mogłam uwierzyć, w to, że na placu widnieje ten głupi pierścionek. Na co ja się głupia zgodziłam? Małżeństwo, w wieku dwudziestu jeden lat to nie spełnienie marzeń.
Następnego dnia wybrałam się na miasto. Przed spotkaniem z Nurim chciałam się przejść, jeszcze raz to wszystko przemyśleć. Zauważyłam wychodzącą ze sklepu Dominikę i od razu przypomniał mi się widok Marco i Clarie w jednym łóżku. Chwilę biłam się z myślami, ale stwierdziłam, że dziewczyna powinna o tym wiedzieć. Też chciałabym znać takie szczegóły, z życia mojego partnera, zwłaszcza, że to podchodzi przecież pod zdradę. Zaczęłam się do niej zbliżać, nawet się przed nią zatrzymałam i powiedziałam hej ale brunetka w ogóle mnie nie zauważyła, zamiast tego dalej maszerowała, ignorując cały świat.
-Halo, tu ziemia- krzyknęłam jej do ucha, na co zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem.
-Hej Alex. Przepraszam, że cię nie zauważyłam, jestem dzisiaj trochę zamyślona.
-Trochę?- zaśmiałam się- Właśnie szłam w twoją stronę. Idziesz na zakupy? Chętnie ci pomogę, muszę z tobą porozmawiać.
Najpierw zaprowadziłam ją do galerii, gdzie siedziałyśmy kilka godzin, a potem zaprosiłam do kawiarni. Gadałam jak nakręcona, o wszystkim co możliwe, starałam się ją jakoś zainteresować, wkręcić do rozmowy, ale zbywała mnie ogólnikami, albo w ogóle nie słuchała.
-To prawda, że spotykasz się teraz z Marco?- zapytałam, gdy zajęłyśmy miejsca i złożyłyśmy zamówienie.
Nieznacznie kiwnęła głową.
-Możesz mi nie wierzyć, ale widziałam go z Clarie.-wypaliłam.
-No i co? Przecież może się spotykać z kim chce.
-Nie jestem pewna czy zrozumiałaś- zagryzłam wargi- Widziałam ich. Razem. W jednym łóżku.
Potem wszystko stało się szybko, za szybko. Ona upuściła filiżankę, kilka chwil później posprzątały ją z kelnerką, a następnie poszłyśmy do jej domu, gdzie jeszcze raz opowiedziałam jej całą historię, zapewniłam, że to prawda i zaproponowałam spotkanie z Clarie.
-Dobrze i tak nie mam nic do stracenia. Więc? Kiedy do niej idziemy?

~*~

Wyszłam z domu dziewczyny pełna obaw. Dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, żeby prawda wyszła na jaw? A co, jeśli pomyśli, że próbuję ich poróżnić? Przecież to nieprawda, nie tego chciałam. Chciałam być uczciwa i tyle.
Po drodze zadzwoniłam do Nuriego, żeby przeprosić go, że nie zjawiłam się na spotkaniu.
-Nie szkodzi i tak by mnie na nim nie było.
-Jak to?
-Nie dostałaś wiadomości? Trening się przedłużył.
Odetchnęłam z ulgą.
-Czyli co? Widzimy się u mnie wieczorem?
Zastanowił się chwilę.
-Mała zmiana planów. Zapraszam cię, do siebie.

~*~

W nocy znowu nie spałam, przez co rano, miałam ogromne wory pod oczami. Od razu po zjedzonym śniadaniu, zamknęłam się w łazience, próbując je zatuszować. Kiedy w miarę zniknęły, zajęłam się szykowaniem ciuchów, a potem ruszyłam do Clarie by jeszcze razy przypomnieć jej o spotkaniu. Na siłę starałam się znaleźć sobie zajęcie, by zapomnieć o spotkaniu z narzeczonym w jego mieszkaniu.
-Ten pierścionek, na twoim palcu...- zaczęła.
-Tak, to na poważnie.- przerwałam jej. Nie chciałam by wypowiedziała to zdanie do końca, nie miałam wystarczającej siły, by je usłyszeć.
-Nie spodziewałam się tego po tobie- stwierdza- Nigdy nie byłaś tego typu dziewczyną. Na co ci ten pośpiech?
-Przecież nikt nie powiedział, że pobierzemy się za kilka dni.- zauważyłam z ulgą, bo dopiero teraz to do mnie dotarło- Przypuszczam, że poczekamy jeszcze parę lat.
-Przez te parę lat wszystko może się zmienić. A co jeśli się rozstaniecie? Jesteś strasznie kłótliwa.
Zignorowałam ostatnie wypowiedziane przez nią zdanie.
-Tym lepiej. Jeśli tak się stanie, przynajmniej nie będę musiała wydawać pieniędzy na rozwód.
Posłała w moim kierunku blady uśmiech i usiadła na ławce. Dominika pojawiła się po kilku minutach i wtedy Clarie rozpoczęła swoją opowieść. Obserwowałam twarz brunetki, z każdą chwilą pojawiało się na niej większe niedowierzanie.
-Dlaczego chcecie nas skłócić?- wypaliła nagle- Dobrze nam razem.
-Nie chcę was skłócić- odpowiedziałam szybko- Zresztą mówiłam to już wczoraj.
Clarie milczała.
-A ja może nawet chcę. - stwierdza. W jej głosie słyszałam pewność- Ale nie dlatego, że jestem wredna, po prostu nie chcę być sama. Wydawało mi się, że się w sobie zakochaliśmy.
Dominika pokręciła głową z dezaprobatą i wstała.
-Nie chce mi się was słuchać, to powoli robi się żałosne.
Odeszła na kilka kroków, a Clarie od razu zerwała się za nią. Zostałam na swoim miejscu, nie chcąc wcinać się im w rozmowę. Zerknęłam na telefon. Trzy nieodebrane połączenia, wszystkie od Nuriego. Poczułam palące wyrzuty sumienia. Korzystając z okazji, że przyjaciółki nie ma i nikt tam nie przeszkodzi, od razu oddzwoniłam.
-Halo?- usłyszałam w słuchawce. Nie był to jednak głos Sahina, a jakiejś kobiety.
-Nuri?
-Nie. Przepraszam, z kim mam przyjemność?
Siedziałam wpatrzona w drzewo przed sobą i zupełnie nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć.
-Halo? Jest tam pani?
-Alex.- wykrztusiłam, czując, że dławię się powietrzem- Czy mogłaby dać mi go pani do telefonu?
-Niestety, w tym momencie nie jest to możliwe.- jej głos się zmienił. Ciężko było mi jedynie powiedzieć, czy na bardziej życzliwy, czy może bardziej oschły. Każde słowo brzmiało inaczej- Czy mam coś przekazać?
-Jeśli to nie kłopot, proszę mu przekazać, żeby oddzwonił.
-Nie ma problemu. Do widzenia.
Rozłączyłam się i wrzuciłam telefon do torebki. Odmaszerowałam zanim Clarie zdążyła wrócić, niewiele mnie obchodziło co miała mi do powiedzenia. Emocje tak we mnie buzowały, że zapomniałam jak się nazywam. Wiedziałam jedno: jakaś kobieta odebrała telefon mojego narzeczonego. I obiecałam sobie, że dowiem się, co to za kobieta.

piątek, 28 marca 2014

Rozdział 12

-Więc o czym chciałeś porozmawiać?- zapytałam, gdy piłkarz odebrał.
-Jesteś pewna, że chce to zrobić przez telefon?
 Potaknęłam i słuchałam jak Nuri mówi o sensie życia i innych pierdołach. Starałam się słuchać uważnie, ale zmęczenie dało o sobie znać i w pewnym momencie się wyłączyłam. Ocknęłam się dopiero gdy ktoś zapukał do drzwi, a w słuchawce nie odzywał się już niczyi głos. Zrezygnowana podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę, pozwalając gościowi wejść.
Sahin jednak wcale nie chciał wchodzić. Zamiast tego uklęknął i wyjął z kieszeni pudełko. Wbił we mnie spojrzenie zielonych oczu i zapytał:
-Alex, czy ty... Zostaniesz moją żoną?


~*~

Początkowo nie wiedziałam co odpowiedzieć. Jedyne co byłam w stanie robić to patrzeć na piłkarza i zastanawiać się czy nie postradał zmysłów. Byłam tak zamurowana, że musiał lekko mnie uszczypnąć bym wróciła do rzeczywistości. 
W końcu się zgodziłam. Może nie było to najroztropniejsze z mojej strony, w końcu nie znaliśmy się zbyt długo, ale po długich rozmowach z Nurim doszłam do wniosku, że może warto spróbować, skoro oboje jesteśmy samotni, a w swoim towarzystwie czujemy się lepiej niż w jakimkolwiek innym.
Postanowiłam pójść i pochwalić się Clarie. W drodze do niej, co chwilę zerkałam na pierścionek, założony na prawej dłoni. Wyglądało to strasznie dziwnie, ale wmówiłam sobie, że to kwestia przyzwyczajenia i w końcu nienaturalne uczucie minie. 
Stanęłam przed drzwiami przyjaciółki i lekko zapukałam. Po chwili znowu i znowu, a gdy nadal nie było reakcji, nacisnęłam dzwonek. W końcu zniecierpliwiona nacisnęłam klamkę i ku mojemu zdziwieniu- drzwi ustąpiły. Weszłam do środka, w obawie, że Clarie coś się stało. Rozejrzałam się po mieszkaniu.
W końcu dotarłam do sypialni. Pierwsze co rzuciło się w oczy, to dziewczyna w łóżku, przytulona do chłopaka. Jeden rzut oka wystarczył, bym zobaczyła kto to. 
-Nie dziwie się, że Iggie cie rzuciła. Jesteś draniem!- krzyknęłam, wybiegając z pokoju. Poczułam się dziwnie urażona, zupełnie jakby to mnie ktoś zdradził. Może w pewnym sensie tak było. Nie wyglądało to na jednorazowe, musiało trwać od jakiegoś czasu. Wychodziło z tego, że osoba do której miałam największe zaufanie okazała się fałszywa.
Wyszłam z klatki i skierowałam się do parku. Po kłótniach z Clarie, zawsze można było tam pomyśleć.
Negatywne emocje zniknęły po kilku minutach marszu, zastąpił je spokój i obojętność. Spacerowałam jeszcze parę minut, a potem z zamiarem powrotu do domu, wróciłam się jedną z uliczek. 
Na ławkach siedziały zakochane pary. Jedni trzymali się za ręce, inni obejmowali. Moją uwagę przykuła dwójka, która w wyjątkowo głośny sposób pokazywała jak bardzo się kochają. Przechodząc obok, zmierzyłam ich zniesmaczonym spojrzeniem. Przystanęłam na chwilę ze zdziwienia. To Iggie i Mario się całowali! Szybko się pocieszyła przeleciało mi przez myśl.
-Ekhm.
Odskoczyli od siebie jak poparzeni. Chłopak nie zwrócił uwagi, ale dziewczyna natychmiast wstała i podeszła bliżej mnie. 
-Ja mogę to.. 
-Tutaj nie ma nic do tłumaczenia, jesteście dorośli.- wzruszyłam ramionami- Narzekasz na Marco, a sama lepsza nie jesteś. 
Odeszłam w swoją stronę, w myślach notując sobie jedną rzecz. Wszyscy są po jednych pieniądzach 



piątek, 14 marca 2014

Rozdział 11

-W ciągu tygodnia spotykamy się już czwarty albo piąty raz- oparłam głowę na blacie szklanego stołu w domu Clarie- Akcja i tak nie wypali, po co dalej to ciągnąć?
-Bo ja się nie poddaje- Iggie wtargała do salonu tablicę na kółkach. Wzięła do ręki mazak i zaczęła coś szybko kreślić.
-Naprawdę myślisz, że coś z tego zrozumiemy?- nawet Clarie wydawała się być sceptycznie nastawiona do tego wszystkiego- Już tak długo to ciągniemy, bez rezultatu. Odpuśćmy sobie.
Iggie odsłoniła tablicę, na której widniał schematyczny rysunek przyjęcia, organizowanego dla Dominiki.
-Ja się nie poddaje.
-Poddanie się nie jest porażką.
-Zazwyczaj jest- zauważyłam.
-To nie jest zwyczajny przypadek- Clarie podała jej kubek z kawą- Pożegnajmy ją z honorem. Zorganizujmy przyjęcie, życzmy szczęścia i skończmy.
Iggie chwile milczała, ale gdy odpowiedziała jej ton był zimny, pewny siebie i nieznoszący sprzeciwu.
-Ja. Się. Nie. Poddaję.
Wyszła z mieszkania, głośno trzaskając drzwiami. Przeczesałam palcami włosy.
-Uparta jak osioł.
-Jak oślica- przyjaciółka pokazała mi język i wyjechała z tablicą z salonu. Otaczają mnie idioci pomyślałam, ciesząc się jednak w duchu, że przynajmniej moi znajomi są optymistyczni.

~*~

-Alex, musimy porozmawiać.
Na dźwięk lodowatego głosu szefowej, spięłam wszystkie mięśnie, zupełnie jakby w gotowości do ataku. Ruszyłam za nią do prywatnego gabinetu i tam zasiadłam na skórzanym fotelu, który nieprzyjemnie zgrzytał przy najdrobniejszym ruchu.
-Ostatnio, dość... Długo cie nie było- zauważyła, z cynicznym uśmieszkiem, którego tak bardzo nienawidziłam- Potraktować to jako urlop, l4 czy może wagarowanie?
-Urlop- poprosiłam, już wstając do wyjścia, gdy kobieta wyjęła z szuflady dokument i podała mi go. Wystarczył jeden rzut oka, by wiedzieć co się święci. 
-Dziękujemy pani za współpracę- podała mi długopis- Ale nie jest nam już pani potrzebna. 

~*~

Tak zdenerwowana, nie byłam od... Jakiegoś tygodnia. 
-Sprawiedliwość do cholery- warknęłam pod nosem.
Najbardziej bolała mnie urażona godność. Sama chciałam odejść, szykowałam wypowiedzenie. Ubiegli mnie. Oznaczało to kiepską opinię w papierach, czyli problem ze znalezieniem nowej pracy. W drodze do mieszkania, którego nie miałam teraz z czego opłacać, zadzwonił do mnie Nuri. Widząc jego numer na wyświetlaczu, ucieszyłam się, wierząc, że może ten dzień nie jest taki zły. Słysząc jednak jego słowa:
-Musimy porozmawiać
Wiedziałam, że dzisiaj, zdecydowanie nie jest mój dzień.

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 10

-Zmiana planów.
Opadłam na kanapę w salonie, uważnie obserwując Iggie.
-Czyżbyś znowu wznowiła akcje?
-Skąd wiedziałaś?
Przewróciłam oczami.
-Nastąpiły... Drobne komplikacje.
-Ciąża?
Gwałtownie odwróciła głowę.
-Skąd wiesz?
Clarie zachłysnęła się pitą właśnie kawą.
-Strzelałam.- wzruszyłam ramionami. Dziewczyna posłała w moją stronę mordercze spojrzenie.
-Nic o tym nie wiesz, jasne?
Kiwnęłam głową, a Iggie wyszła.


~*~

-Co tam?- rzuciłam się na łóżko w pokoju Dominiki. Zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem. 
-Chyba nic ciekawego.- wstała i zaczęła krążyć po pokoju- Czy ja mogę wiedzieć co tutaj robisz? Jestem trochę zajęta. 
Położyłam się. 
-Iggie poprosiła mnie, żebym dotrzymała ci towarzystwa. 
-Dlaczego akurat ciebie? 
Wzruszyłam ramionami. 
-Sama jest zajęta. 
-Nie o to mi chodziło. 
Wyjęła z szafy większość ciuchów i włożyła je do ogromnej walizki, która leżała na środku pokoju. 
-Wybierasz się gdzieś?
Chwilę panowała cisza, ale gdy w końcu ją przerwała, jej głos był zimny jak lód.
-Nie musisz wiedzieć co robię, gdzie i czy w ogóle wyjeżdżam. Dlaczego wpieprzasz się w moje życie? 
-Twoi przyjaciele to robią, bo się o ciebie martwią- odparłam, nieco zdruzgotana.   
-Nie jesteś jednym z moich przyjaciół, więc możesz już sobie iść. I zostawić mnie w spokoju, raz na zawsze. 
Przyjrzałam jej się jeszcze raz i wyszłam. 

~*~

-Nic nie zmieni jej decyzji?
-Nie wyglądała na osobę, która daje sobą manipulować, zwłaszcza w tej kwestii. 
Westchnęła. 
-Coś musimy zrobić. 
-Oczekujesz, że dostanie wyrzutów sumienia i zostanie? 
-Nie wiem, ale coś trzeba wymyślić. Akcja Iggie nawala, naprawmy to. 

**********************************************************
Z DUPY TOTALNE, DZIĘKUJE BYE

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 9

-Zmiana planów- Iggie wpadła do mojego mieszkania jak burza, usiadła na kanapie i znowu z niej wstała- Odwołujemy akcje.
Przetarłam oczy ręką, jeszcze nie do końca rozbudzona i zajęłam miejsce na fotelu.
-O co ci chodzi? To jakiś twój wymysł, czy masz dobre argumenty?- zapytałam. Może i nie znałam Dominiki zbyt dobrze, ale w akcje bardzo się zaangażowałam i nie chciałam jej teraz odwołać.
-Mam ważne powody, o których ty ani reszta osób wiedzieć chwilowo nie musi- fuknęła, zbliżając się do drzwi- Jeśli będziesz łaskawa, poinformuj Clarie o zmianie dobrze? Nie mam jej numeru, a nie chce mi się jeździć przez pół Dortmundu.
Kiwnęłam tylko głową, patrząc za oddalającą się dziewczyną.

~*~

-Jak to odwołana?- Clarie zatrzymała się na środku galerii ze zdruzgotaniem wypisanym na twarzy- To jakiś głupi żart?
Pokręciłam głową i opowiedziałam jej co wydarzyło się rano.
-Beznadziejna sprawa, już prawie wszystko miałam- zasępiła się. Złapałam ją pod rękę.
-Nie przejmuj się, na pewno Iggie wymyśli jeszcze jakąś akcje i wtedy to wykorzystasz. A teraz zabieram cie na zakupy, w końcu jedziesz na wakacje- uśmiechnęłam się.
Chwile pospacerowałyśmy i w końcu weszłyśmy do jednego ze sklepów.
-Bierz co chcesz- podałam jej najbliższe bikini i wcisnęłam ją do przymierzalni.
-Jesteś pewna, że to to, czego chce?- zaśmiała się, jednak już po chwili wyrzuciła strój za parawan- To chyba nie jest sklep dla mnie.
-O co ci chodzi? Nie twój rozmiar?- parsknęłam śmiechem, podając jej kolejny kostium.
-Nie ta cena.
-Choć raz w życiu przestań tym przejmować.
-Zabrzmiałaś jak Iggie.
Zaśmiałyśmy się głośno.
-Jak już mówiłam. Bierz co chcesz, ja płace.

~*~
W drodze powrotnej wstąpiłyśmy jeszcze do kawiarni. Clarie wciąż nie mogła uwierzyć, że wydałam tyle pieniędzy jednorazowo. Sama do końca nie byłam tego świadoma.
Usiadłyśmy przy jednym ze stolików i złożyłyśmy zamówienie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
-Byliśmy tutaj na pierwszej randce- westchnęła.
-Wiem. Mówisz mi o tym za każdym razem gdy tu jesteśmy- zaśmiałam się, zerkając w stronę innych stolików. Przy jednym z nich dostrzegłam Dominikę i Mario. Wyglądali na zadowolonych z życia i swojego towarzystwa. Uśmiechnęłam się pod nosem i upiłam łyk z przyniesionej przez kelnerkę herbaty.
-Na kogo patrzysz?
Obudziłam się nagle.
-Patrze na kogoś?
Clarie zaśmiała się.
-Jak zaczarowana- przewróciła oczami- Daj im trochę prywatności.
Wbiłam skruszony wzrok w ciastko.
Po kilku minutach zakochani przeszli obok nas i wyszli z kawiarni.
-Myślisz, że podjęła już decyzje?
Wbiłam spojrzenie w Clarie.
-Myślisz, że wyjedzie?
Wzruszyłam ramionami. To akurat, mogła wiedzieć tylko Nika.

****************************************************
MACIE TAKIE Z DUPY NA DOBRANOC


piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 8

-Zaraz wpadną tu Iggie, Marco i ogółem pół Borussii- uprzedził Nuri, rzucając się na kanapę.
-A czy ja mogę wiedzieć w jakiej sprawie?- patrzyłam to na Clarie, robiącą coś w kuchni, to na Sahina, bawiącego się telefonem.
-Akcja zatrzymać Dominikę w Dortmundzie- odkrzyknęła przyjaciółka, niosąc na tacy kilkanaście szklanek i jakiś sok.
-Clarie, ale ja nie jestem w tej akcji- zauważyłam- Poza tym miałyśmy się spotkać, żeby pogadać, a nie żeby jakąś akcje organizować.
Próbowałam myśleć realnie. Przecież to było jakieś chore!
-Przepraszam, że tak to wyszło- uśmiechnęła się lekko- Innym razem pogadamy.
Weszłam do sypialni i ogarnęłam szybko łóżko.
-Dalej nie wiem, dlaczego akurat u mnie.
-Bo to dobre, strategiczne miejsce- zauważyła- Nie gniewaj się, że zgłosiłam cie do tej akcji, ale Iggie tak bardzo mnie namawiała... Nie mogłam odmówić. Doszłam do wniosku, że skoro ja pomagam, to ty też powinnaś.
Przewróciłam oczami i zajęłam miejsce obok piłkarza.
-Co to w ogóle za pomylona akcja?- zapytałam włączając telewizor.
-Zatrzymać Dominikę w Dortmundzie- mruknęła Clarie, odbierając mi pilota i wyłączając urządzenie.
-Tyle to wiem.- mruknęłam- Pytam, na czym ma polegać?
-Tego chyba nikt poza Iggie nie wie- uśmiechnęła się przez ramię.
-Tego nawet Iggie nie wie- sprostował Nuri- Na spontana wszystko wymyśla.
Miałam ochotę coś odpowiedzieć, ale ugryzłam się w język. Usłyszeliśmy dźwięk dzwonka więc Clarie otwarła drzwi. Do mojego małego przedpokoju wpadli Iggie, Marco, Neven, Łukasz, Kuba, Roman i kilku innych piłkarzy, z którymi Nika dogadywała się najlepiej. Zauważyłam że brakuje Mario, jednak początkowo to zignorowałam.
-Rozgośćcie się- Clarie przyniosła do salonu krzesła z kuchni i tacę z ciastkami.
Iggie zajęła miejsce jako pierwsza, kładąc na stole reklamówkę. Chciałam ją zdjąć, bo stwierdziłam że to nieodpowiednie miejsce na tego typu rzeczy ale dziewczyna mi nie pozwoliła.
-Możemy zacząć?
Wszyscy ochotniczo kiwnęli głowami. Wszyscy poza mną.


~*~

-To beznadziejny pomysł- skomentowałam gdy w końcu doszliśmy do porozumienia. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do akcji, ale z każdą chwilą coraz bardziej się do niej przekonywałam.
-Chyba uzgodniliśmy, że pozostałe są jeszcze gorsze?- Iggie skrzywiła się.
-Ale ten też można zmienić- zauważyłam.
W salonie dało się usłyszeć jakieś mruknięcia aprobaty. Zgodziliśmy się, żeby Iggie się nie obraziła, ale wszyscy wiedzieliśmy że trzeba to dopracować, a najlepiej całkowicie zmienić.
-Sami coś wymyślcie- odsunęła się obrażona.
-Oczekujesz ode mnie gotowego planu w ciągu pięciu minut?- zdziwiła się Clarie.
-Ty nie wymyśliłabyś planu w ciągu pięciu miesięcy- mruknęłam.
Rzuciła we mnie leżącą niedaleko poduszką.
-Więc...? Jakieś inne pomysły? Kończy nam się czas.
Wszyscy milczeli.
-Dobra. Macie czas do przyszłego tygodnia, jeśli nic innego nie wymyślimy bierzemy obecny plan.
Zaczęli zbierać się do wyjścia. Gdy wreszcie, zamknęłam drzwi za ostatnim z gości, odetchnęłam z ulgą. Zapomniałam że Nuri został w salonie.
-Nie jesteś zła, że zostaje?
Pokręciłam głową, usiadłam obok niego i włączyłam telewizor. Objął mnie ramieniem. Z chęcią się do niego przytuliłam.

***********************************************************
KOŃCÓWKA Z DUPY, TAK JAK CAŁY ROZDZIAŁ DZIĘKI BYE


sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 7

-Jak myślisz? Nika wyjedzie?
Natknęłam się na Iggie w galerii handlowej. Z chęcią przyjęłam jej towarzystwo- chodzenie po sklepach samemu było nudne.
-Nie znam jej zbyt dobrze, ciężko to określić- odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Ehhh... Mam nadzieję, że nie.- zauważyłam jak jej twarz pochmurnieje.
-Na pewno zrobi to co uważa za słuszne- spróbowałam ją jakoś pocieszyć. Na jej twarzy ukazał się grymas niezadowolenia.
-Ja myślę, że ona nie do końca wie co jest słuszne.
-A może wie, tylko ty inaczej to postrzegasz?- zauważyłam.
Weszłyśmy do jednego ze sklepów sportowych. Iggie od razu skierowała się do miejsca ze strojem sportowym.
-Może- mruknęła- W każdym bądź razie, rozpoczynam akcje zatrzymać Dominikę w Dortmundzie i liczę na to że mi pomożesz.
Zdziwiłam się.
-Ja?
-Nie, święty Mikołaj.
-Ja się nie nadaje.
Zmierzyła mnie chłodnym spojrzeniem.
-Gdyby wszyscy tak odpowiadali, nie zorganizowałabym tej akcji. Po prostu powiedz że Ci się nie chce, dobra?
Wymaszerowała ze sklepu.
Stałam ogłupiała przez chwilę a potem pobiegłam za nią.
-To nie tak, ja po prostu nie mam czasu...
-Jak każdy- rzuciła przez ramię.
-Ale ja mam pracę...
-Jak każdy.
-Mam studia!
-Słuchaj powtórzę to jeszcze raz: jak każdy! A jednak są osoby które mogą mi pomóc. Nie chcesz to nie.

~*~

Tkwiłam już dwie godziny nad jakimś durnym projektem, gdy przez balkon usłyszałam hałasy. Zaciekawiona odłożyłam wszystko i wyjrzałam przez okno. 
Na dole stali Mario i Dominika. Wyglądało jakby się kłócili, ale potem chłopak przytulił dziewczynę i wszystko ucichło. Patrzyłam jeszcze chwilę, jak cicho łka na jego ramieniu a potem się uspokoiła i odeszli. 
-Dziwna sytuacja- mruknęłam i wróciłam do pracy.

~*~

Długo zastanawiałam się nad pomysłem Iggie. Chyba zależało jej na Dominice, a z jej słów wynikało że nie tylko jej. Podobno sporo osób zaangażowało się w jej pomysł. 
Rozważałam jej prośbę, wiedziałam jednak że się do tego nie nadaje. 
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Proszę!- rzuciłam.
Do salonu weszli Nuri i Clarie. Tej drugiej się spodziewałam, byłyśmy na dzisiaj umówione. Sahin był jednak nieproszonym, choć mile widzianym gościem. 
-Cześć!- rzucili na wejściu. 
-Eee.... Hej?

*******************************************************
Masz sie ciesz