piątek, 28 marca 2014

Rozdział 12

-Więc o czym chciałeś porozmawiać?- zapytałam, gdy piłkarz odebrał.
-Jesteś pewna, że chce to zrobić przez telefon?
 Potaknęłam i słuchałam jak Nuri mówi o sensie życia i innych pierdołach. Starałam się słuchać uważnie, ale zmęczenie dało o sobie znać i w pewnym momencie się wyłączyłam. Ocknęłam się dopiero gdy ktoś zapukał do drzwi, a w słuchawce nie odzywał się już niczyi głos. Zrezygnowana podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę, pozwalając gościowi wejść.
Sahin jednak wcale nie chciał wchodzić. Zamiast tego uklęknął i wyjął z kieszeni pudełko. Wbił we mnie spojrzenie zielonych oczu i zapytał:
-Alex, czy ty... Zostaniesz moją żoną?


~*~

Początkowo nie wiedziałam co odpowiedzieć. Jedyne co byłam w stanie robić to patrzeć na piłkarza i zastanawiać się czy nie postradał zmysłów. Byłam tak zamurowana, że musiał lekko mnie uszczypnąć bym wróciła do rzeczywistości. 
W końcu się zgodziłam. Może nie było to najroztropniejsze z mojej strony, w końcu nie znaliśmy się zbyt długo, ale po długich rozmowach z Nurim doszłam do wniosku, że może warto spróbować, skoro oboje jesteśmy samotni, a w swoim towarzystwie czujemy się lepiej niż w jakimkolwiek innym.
Postanowiłam pójść i pochwalić się Clarie. W drodze do niej, co chwilę zerkałam na pierścionek, założony na prawej dłoni. Wyglądało to strasznie dziwnie, ale wmówiłam sobie, że to kwestia przyzwyczajenia i w końcu nienaturalne uczucie minie. 
Stanęłam przed drzwiami przyjaciółki i lekko zapukałam. Po chwili znowu i znowu, a gdy nadal nie było reakcji, nacisnęłam dzwonek. W końcu zniecierpliwiona nacisnęłam klamkę i ku mojemu zdziwieniu- drzwi ustąpiły. Weszłam do środka, w obawie, że Clarie coś się stało. Rozejrzałam się po mieszkaniu.
W końcu dotarłam do sypialni. Pierwsze co rzuciło się w oczy, to dziewczyna w łóżku, przytulona do chłopaka. Jeden rzut oka wystarczył, bym zobaczyła kto to. 
-Nie dziwie się, że Iggie cie rzuciła. Jesteś draniem!- krzyknęłam, wybiegając z pokoju. Poczułam się dziwnie urażona, zupełnie jakby to mnie ktoś zdradził. Może w pewnym sensie tak było. Nie wyglądało to na jednorazowe, musiało trwać od jakiegoś czasu. Wychodziło z tego, że osoba do której miałam największe zaufanie okazała się fałszywa.
Wyszłam z klatki i skierowałam się do parku. Po kłótniach z Clarie, zawsze można było tam pomyśleć.
Negatywne emocje zniknęły po kilku minutach marszu, zastąpił je spokój i obojętność. Spacerowałam jeszcze parę minut, a potem z zamiarem powrotu do domu, wróciłam się jedną z uliczek. 
Na ławkach siedziały zakochane pary. Jedni trzymali się za ręce, inni obejmowali. Moją uwagę przykuła dwójka, która w wyjątkowo głośny sposób pokazywała jak bardzo się kochają. Przechodząc obok, zmierzyłam ich zniesmaczonym spojrzeniem. Przystanęłam na chwilę ze zdziwienia. To Iggie i Mario się całowali! Szybko się pocieszyła przeleciało mi przez myśl.
-Ekhm.
Odskoczyli od siebie jak poparzeni. Chłopak nie zwrócił uwagi, ale dziewczyna natychmiast wstała i podeszła bliżej mnie. 
-Ja mogę to.. 
-Tutaj nie ma nic do tłumaczenia, jesteście dorośli.- wzruszyłam ramionami- Narzekasz na Marco, a sama lepsza nie jesteś. 
Odeszłam w swoją stronę, w myślach notując sobie jedną rzecz. Wszyscy są po jednych pieniądzach 



1 komentarz:

  1. aha://// narzekasz na marco a sama lepsza nie jesteś://// aha://///

    OdpowiedzUsuń